Usypianie ‘na żołnierza’


Postanowiłam być nowoczesna. W końcu mamy XXI wiek, kobiety latają w kosmos, a faceci całkiem dobrze radzą sobie z przewijaniem noworodków. Sztywny podział na role żeńskie i męskie wreszcie się zatarł i dziś już nikogo nie dziwi dziewczyna na Harley’u oraz chłopak, przecierający zupki.

Postanowiłam w tym postępowym duchu wychować swego synka. Z taką myślą udałam się do sklepu z zabawkami, żeby kupić synowi prezent – w sumie trochę bez okazji, ale w końcu czemu by nie?

W sklepie zwinnie ominęłam dział z samochodami, klockami i innymi militariami (czołgi – o, jakie fajne czołgi… małemu by się spodobały..) i udałam się w różową strefę. Postanowiłam dać synkowi normalną, regularną lalę, która ma pieluchę, smoczek i jakieś tam fatałaszki do ubrania. Niech potrenuje chłopak i zobaczy, że tym też można się bawić..

W domu - dumna i blada z przejęcia (ależ ja jestem postępowa!), wręczyłam dziecku pakunek. Z początku bardzo się ucieszył – w końcu pudło było okazałe, owinięte ładnym papierem… Rozpakowawszy pudło, zastygł z wyrazem zdumienia na twarzy. Z różowego pudełka bił różowy blask, bobas uśmiechał się nieporadnie zza ‘szybki’, a mój syn… niemal przestał oddychać ze zdziwienia. Wyraźnie nie wiedział, co z tym fantem zrobić.

- Lala – spróbowałam przełamać milczenie. – To jest lala.

Milcząc, syn rozpakował pudełko. Metodycznie obejrzał bobasa, sprawdził wytrzymałość rzepów, umiejscowionych na pieluszce, zdjął i założył kaftanik.. po czym znów założył i zdjął.. Pomachał kończynami lali (chodziły sprawnie), pokręcił jej główką… po czym z wyrazem bezradności popatrzył na mnie.

- Hm. A wiesz, bawiłam się taką lalą, jak byłam małą dziewczynką! Przewijałam ją, karmiłam, woziłam w wózku… - pospiesznie zaprezentowałam synowi skrót powyższych czynności, bo jego przedłużające się milczenie zaczynało mnie niepokoić.
- Lalę można też kłaść spać, wiesz? I tak jak prawdziwa mama – śpiewać jej kołysanki, żeby zasnęła…
Synek popatrzył na mnie badawczo, zebrał w ramionka lalę wraz z jej wyposażeniem – i zniknął za drzwiami swego pokoju. Zapadła cisza.

Zaniepokojona przedłużającą się nieobecnością synka w salonie, dyskretnie uchyliłam drzwi jego pokoju. Mój mały mężczyzna urządził dla lali mini-posłanie w rogu swego łóżka i właśnie najwyraźniej szykował ją do snu - pieczołowicie poprawiał jej pieluszkę i wygładzał kaftanik. Pogratulowałam sobie kolejnego sukcesu wychowawczego (ha! Mój syn ma szerokie horyzonty!) i cichutko wycofałam ciekawski nos z pokoju.

Nie zdążyłam odejść zbyt daleko, gdy do moich uszu dobiegła skandowana na całe gardło – na dodatek w wojskowym rytmie - kołysanka ‘Aaaa, kotki dwa’. Syn – dzierżąc lalę w objęciach – maszerował od ściany do ściany, energicznie kołysząc bobasem.

- Śpi – odpowiedział na moje nieme pytanie i bez czułości rzucił lalę na posłanie. – Mogę następnym razem dostać czołg?
Faktycznie – chyba następnym razem poprzestanę na zakupach w dziale dla facetów.. ;)