Brzydki triceratops nie jest zły, czyli horror w zabawkowym


- Jestem wykończona – jęknęła przyjaciółka, opadając na kanapę. – Spędziłam pół dnia w hipermarkecie, próbując znaleźć dla małej prezent urodzinowy.
- I co? – zareagowałam żywo, bo dziewczyńskie zabawki zawsze bardzo mnie interesowały. Raz, że jestem genetycznie uwarunkowana na zabawę lalkami, a dwa – że strasznie mi brakowało takich gadżetów. Matka Natura uszczęśliwiła mnie synem – którego kocham nad życie, ale on w kółko gada tylko o dinozaurach i samochodach.
- A to, że producenci zabawek normalnie nienawidzą rodziców. N I E N A W I D Z Ą – wysyczała z pasją przyjaciółka. – Nowoczesne zabawki to jakiś koszmar, mówię ci!
- Ale kupiłaś coś? – nie poddawałam się łatwo. Chciałam pobawić się normalnymi zabawkami – laleczką jakąś, może kucykiem.. A może kupiła rozkoszny domek z malusieńkimi mebelkami?
- W końcu musiałam – odparła niechętnie przyjaciółka. - Ale uwierz mi – to jest horror.
Nic z tego nie rozumiałam. Zawsze zazdrościłam jej tego, że może stroić swoją córeczkę w sukieneczki, czesać ją w kiteczki i kupować lale (oraz bezkarnie się nimi bawić). Ja byłam tego pozbawiona, ba! na dodatek podczas zabaw z synami musiałam strzelać do wrogów, udawać ryczącego tyranozaura albo – jak na rolnika przystało - kosić, orać i bronować pola… Swoją drogą – nie wiedziałam, że kombajn ma tyle różnych ‘podgatunków’…
- No to co w końcu kupiłaś? – moja cierpliwość zaczynała się kończyć.
- A to – przyjaciółka rzuciła we mnie pudełkiem, które na pierwszy rzut oka wskazywało, iż zamieszkuje je produkt ‘barbiepochodny’… Drugi – nieco wnikliwszy rzut oka – ukazał przerażającą prawdę: w pudełku, mającym kształt.. trumny (!!!), spoczywał jakiś lalkopodobny maszkaron, którego trupioblada cera, posępne spojrzenie oraz patykowate odnóża zachęcały do jednego: pospiesznego wrzucenia ustrojstwa do śmieci.
- Yyyyyyyyy! A to co?!
- Najnowsze marzenie mojej córci – kwaśno wyjaśniła przyjaciółka. – Produkt typu ‘must have’ dla każdej szanującej się małolaty, która chce się liczyć w towarzystwie.
- Rany boskie… - lalka (!), była naprawdę szkaradna. – Dzieci naprawdę się TYM bawią?
- O! Mało tego! Są jeszcze plecaki, zeszyty, bluzki.. wszystko z tym ‘czymś’. Wszystko!
- Przerażające… - nie mogłam ochłonąć. Szkaradztwo w pudełku kompletnie zburzyło moje widzenie świata. – A nie było jakiejś.. no wiesz, mniej koszmarnej?
- T O jest najmniej koszmarne, uwierz mi. – Naoglądałam się tego dziś mnóstwo.
No, no, ciekawe, dokąd zmierza świat, skoro dziewczynki ‘kręci’ takie coś. Ciekawe, co na to eksperci od psychologii, którym zwykła, poczciwa Barbie podpadła, bo: za szczupła, za idealna, za..
- Wiesz? Po raz pierwszy cieszę się, że mam w domu same ‘męskie’ zabawki. Przynajmniej koszmarów sennych po nich nie mam..
Z czułością pomyślałam o gumowym triceratopsie, którego często otrzymywałam w zabawie. Patrząc na najnowszy zakup przyjaciółki, to on nawet niebrzydki jest…