Homo sapiens sapiens?


My, ludzie, zwykliśmy uważać się za lepszych od zwierząt. Bo mamy większe mózgi, inteligencję wyższą od jakiegokolwiek człapiącego po Ziemi stworzenia, bo uczymy się szybko i dużo – i w ogóle jesteśmy ‘naj’. Przy okazji zapominamy, że też jesteśmy zwierzętami - i to wcale nie takimi ‘wow’, jak nam się zdaje.

Bo? Bo wcale nie jesteśmy najmądrzejsi, jak zwykliśmy sądzić. Przykład? Ależ proszę: żadna szanująca się matka bardziej niż my zwierzęca nie zaprowadzi świadomie swoich dzieci w niebezpieczne rejony. Widział kto kiedy kotkę, która zanosiłaby swoje małe do np. zalanej wodą piwniczki? Nie. Jaka kura zostawi bez opieki swoje kurczaki widząc, że w pobliżu łazikuje lis? Żadna. Którzy jaskółczy rodzice polecą sobie w teren widząc kota, spacerującego w pobliżu gniazda, pełnego małych? Ha! Nie dość, że nie polecą, to jeszcze ze świergotem będą atakować delikwenta – i to tak, że biedak będzie bał się wystawić nos poza kryjówkę!

A ludzcy rodzice? Nie dość, że są świadomi niebezpieczeństw, to jeszcze z uśmiechem na ustach pchają się z dzieckiem w rejony zagrożenia – i to wielokrotnie! A o co chodzi? A o hipermarkety i wspólne ‘zakupowanie’ z maluchem, którego wprowadzenie do działu z zabawkami jest sytuacją wielce niebezpieczną!

No bo:
a) dziecko – wiadomo, na ogół prezentuje postawę pt. ‘wszystko złoto, co się świeci’, czyli każda zabawka, której JESZCZE nie ma w swoim repertuarze, jest ABSOLUTNIE najpiękniejszą, najlepszą, najdoskonalszą, najpotrzebniejszą.. (inne ‘naj’ należy dodać we własnym zakresie);
b) dziecko, któremu mama/tata odmówi nabycia tego ‘naj’, najczęściej zaczyna się awanturować, a to – wiadomo, miłe nie jest, w związku z czym rodzic: ulega/krzyczy, co ani jedno ani drugie na dobre nikomu nie wychodzi, ponieważ…
c) uleganie rujnuje rodzicielskie portfele oraz mocno podkopuje autorytet – a krzyki rodzicielskie – delikatnie mówiąc - demolują psychikę dziecka.

Niebezpieczna sytuacja? Oczywiście. Pchają się w nią rodzice? Na umór. I za każdym razem jest to samo: ‘kup mi zabaweczkę, kup mi, kup’ – i nie ma szans sytuacji uniknąć. Postanowienia typu: ‘dziś ominę dział z zabawkami’ to pic na wodę, ponieważ hipermarkety tak organizują działy, że zakupowicz z dzieckiem nie ma szans ominąć wrażliwych rejonów. I w kółko jest to samo: dyskusja z dzieckiem na temat zabawki, szantaż emocjonalny (obustronny), stres do kwadratu – obustronny, a jakże, ból portfela i łzy dziecięcia, gdy rodzic wygra. I po co to? Pchamy palce między drzwi (swoje i dziecka, a fe!) – i później się dziwimy, że boli.

A tymczasem żadna szanująca się kura dobrowolnie lisowi kurczaka nawet powąchać nie da, o. Wniosek? Tacy niby jesteśmy ‘sapiens sapiens’, a rozumu jakoś brak.. Jedna wyprawa do hipermarketu, druga, trzecia.. a my, jacy durnowaci byliśmy, tacy jesteśmy. Chyba zatem powinniśmy udać się na korepetycje do naszych ‘braci mniejszych’ – bo choć pozornie brak im profesjonalnego intelektu, to rozsądku mają zdecydowanie więcej od nas.. ;)